Stowarzyszenie Modelarzy Lotniczych Przęsocin
Wersja: 1.3.14 Ostatnia aktualizacja: 19.01.2010 Licznik: 22250

Moja nowa pasja ... SZYBOWSZCZYKI !
                                                                                                                                       Autor: Tomek, luty 2009
Ktoś kiedyś zapytał „…co Ty widzisz w tych szybowcach, przecież to nudne, latasz wysoko, modelu prawie nie widzisz eee… ja tam wole polatac niżej i wyszaleć się kręcąc beczki, pętle, korki we wszystkich ich odmianach …”
W pierwszej chwili argument trudny do obrony, wręcz niemożliwy, jakaś sensowna odpowiedź? Tak może się wydawać, ale tylko do chwili, gdy ktos tego nie spróbuje. Ale zacznijmy od początku….


Chyba jak każdy z nas będąc małym „bąkiem” unosił głowę do góry jak usłyszał przelatujący samolot, albo śmigłowiec - rozpalone policzki, głowa pełna marzeń o podbojach przestworzy - kto był inny ten kłamie.

Plastykowe modele samolotów to był początek modelarstwa. Klejone z precyzja dziecięcych rączek, ileż było radości gdy w końcu skończyło się sklejać model i biegać po domu wydając „paszczą” odgłos wielkich lotniczych silników.

Moja przygoda z modelarstwem RC zaczęły się dość póżno, ale w sposób raczej właściwy każdemu modelarzowi - od trenerków, ale nie ze sklepu tylko budowanych samemu. Latały i to jak!!! Do dzisiaj ostał się jeszcze jeden, który w dalszym ciągu służy do nauki młodych adeptów tego fascynującego hobby. W miarę nabierania umiejętności trenerki przestały wystarczać, nastał okres nowych wyzwań. Nowe modele, i realizacja chłopięcych marzeń – model Mustanga z chowanym podwoziem, dwupłaty. Do dzisaj czuję ogromny sentyment do dwupłatów, szczególnie do mojego pierwszego zbudowanego samodzielnie, którego kształt wzorowałem na Bu 131 - jak to latało! Gracja lotu, niesamowite osiągi szczególnnie w zakresie prędkości minimalnej - chłop na furmance to istna formuła 1 ! Pewność zachowań, w żadnym modelu nie wyłączałem specjalnie silnika aby poszybować, tutaj to była normalność. Silnik Saito65 dopełniał wrażenia, bo nic tak nie „popierduje”jak 4 takt.

Szybowce – zawsze były blisko, zawsze zaprzątały mi głowę, ale na dobre „zaraził” mnie Zbyszek swoim 4 metrowym Jantarem i wiszeniem w górze przez „całe wieki”. Pierwszy szybowiec RC, nie za duży taki w sam raz, trzymetrowy „zelektryfikowany” „Promyk” kupiony w Model Partnerze Pana Leszka Jury (ukłony Panie Leszku). Typowy model zboczowy, ale nadający się także do termiki.
Pełna moc. Start.
Model idzie do góry jak rakieta, mimo swojej wagi i niewielkiego silnika … .
Pierwszy lot zapoznawczy, regulacja i trymowanie – znikome.
Czas pierwszego lotu – 17 minut, w tym tylko 3 minut pracy silnika !

Co do elektryfikacji, to nieocenioną pomoc w tym zakresie osobiście heraldycznie wywodzę się z linii „spaliny”) uzyskałem oczywiście od Zbyszka i Roberta – pierwszych „gwardyjskich” modelarskich elektryków w Szczecinie. Do Promyka użyłem silnika Hyperion Z3025-12 664 Kv, regulator Castel Creation Pheonix 60A, accu Li-Po 4S Hyperion LVX 3300 mAh, składane śmigło aeronaut 13,5*6 cali. Taki naped zapewnia dla tego modelu bezpieczny nadmiar mocy, a pełna moc pozwla na 45 stopniowe windowanie modelu do góry.

Jak się lata takim szybowcem? Na pewno cicho, i powoli (mimo, że pierwszy rzut oka na skrzydło Promyka temu przeczy - „brzytwa”).
Kwintesencja modelarskiego szybownictwa był dla Zbyszka i dla mnie, wrześniowy 24 minutowy lot, gdy termy jak na lekarstwo, a to gdzie występuje wskazują ptaki, których rozpiętość skrzydeł była tylko odrobinę mniejsza od rozpiętości skrzydeł naszych modeli. Więc podłączyliśmy się na przyczepkę. A jak, bo czy może być bardziej zadowolony modelarz latający szybowcem, gdy krąży w kominie z ptakami ?

Na ten sezon stoi uszykowany nowy model – Ventus 2 ax, tez kupiony w MP.
Tutaj poziom wyposażenia i mechanizacji jest już inny – na jedno skrzydło 4 serwa. (2 lotki, klapa, hamulec aerodynamiczny). I jak podłączyć łącznie 12 serw do odbiornika, który jest „tylko” 9 kanałowy, a dwie lotki przypadające na skrzydło wymagają wychyleń o róznych wartościach? Dzisiejsza elektronika modelarska pozwala na wiele i na takie cuda – Matchbox JR. Włączając w jedno gniazdo wejściowe Matchboxa zapewnia on pracę dla czterech serw, ze róznicowaniem ich wychyleń, rewersów, etc. Dodatkowo można podłączyć do niego indywidualne źródła zasilania, ale dotyczy to raczej serw o stosunkowo dużym poborze prądu, i szczególnie intensywnym wachlowaniu jaki spotyka się u akrobatów (Matchbox JR dostepny jest u Pan Wiesława Chmielewskiego).

Tylko szkoda, że dzisiaj mamy luty, dni takie krótkie, a o termie można tylko pomarzyć …. I tych kilka zdjęć.